Zainteresowania – O mnieStrona główna

Barbara Floriańczyk – zainteresowania

Co robi tłumacz książek, kiedy nie tłumaczy? Oczywiście czyta książki! Dobra lektura zawsze była moją pasją, którą zaraziła mnie moja mama. Czytać nauczyłam się sama, mając sześć lat. Zaczęłam oczywiście dość standardowo – od „W pustyni i w puszczy”… Czytałam wszystkie szkolne lektury. Byłam też jedną z niewielu osób, które przebrnęły przez praktycznie wszystkie pozycje literatury niemieckiej obowiązujące podczas studiów. Czytam po dziś dzień, przeważnie po polsku, lecz w dni mniej wypełnione pracą zdarza mi się sięgnąć po książkę niemiecką lub francuską.

 

Na fotografii: robótki ręczne

 

Nie mogę również żyć bez robótek ręcznych. Kiedyś były to swetry robione na drutach, szydełkowe berety czy haft kaszubski; dziś – najczęściej haft krzyżykowy na kanwie. Haftuję dla siebie i na prezenty, ale najczęściej dlatego, że wpadł mi w oko jakiś wzór i po prostu muszę go zrealizować. Poza tym ta forma spędzania wolnego czasu doskonale uspokaja (przynajmniej mnie, bo słyszę często opinie wręcz przeciwne).

Moją kolejną pasją jest genealogia rodziny, tym ciekawsza, że podobno przodkowie mojej Mamy przywędrowali z kraju niemieckojęzycznego. Dzielę te zainteresowania z dorosłą już córką, więc mam pewność, że wszystkie znalezione elementy tej układanki trafią na swoje miejsce i nie zaginą. Przy okazji swoich poszukiwań genealogicznych trafiłam na grono zapaleńców zajmujących się indeksacją aktów metrykalnych i w miarę wolnego czasu pomagam im w tej zbożnej działalności.

 

 

Nie wyobrażam sobie życia bez kotów. Przez wiele lat towarzyszyło mi dwoje przedstawicieli tego gatunku: Pysia i Krecik. Niedawno musiałam z bólem serca pożegnać się z Pysią, która dożyła wieku blisko 19 lat, co odpowiada 96 latom ludzkiego życia. Krecik ma już 12 lat (czyli w przeliczeniu na ludzkie życie 64 lata), ale jak na swój wiek jest jeszcze dziarskim „emerytem”. Przypuszczam, że niedługo zawita do nas jakieś nowe kocisko, ponieważ moja fascynacja tymi zwierzętami bynajmniej nie słabnie. Przez wiele lat moje biurko lub moje kolana były ulubionym miejscem odpoczynku któregoś z ulubieńców. Uspokajające kocie mruczenie stanowi balsam dla duszy zapracowanego człowieka w dzisiejszym świecie!

Kotka Lotka

Na fotografii: Lotka

 

Na fotografii: Lotka

 

Tym razem nie piszczy w książkach, lecz między nimi…

Od dwóch tygodni mamy nowego członka rodziny: dziesięciotygodniową tygrysio pręgowaną kotkę Lotkę, która od razu podbiła serca wszystkich. Na razie izolujemy ją od rezydenta Krecika, bo ze względu na zapalenie spojówek nie została jeszcze zaszczepiona. Oczki już wyleczone, więc mamy nadzieję, że niedługo będzie mogła swobodnie biegać po całym mieszkaniu. Jest cudownie przymilna, uwielbia wałkować się na kolanach i spać wtulona w rękę, lecz jednocześnie stanowi istny wulkan energii: biega po pokoju z prędkością światła, ślizgając się na zakrętach. Z apetytem wcina wszystko, co jej się podsunie, więc robimy dużo zdjęć, zakładając, że będzie szybko rosła i wkrótce nie będzie już takim maleństwem.

Oczywiście interesuje się półkami na książki, więc pewnie niedługo będzie można ją uwiecznić siedzącą na przykład między Pratchettem a TerakowskąJ. Na razie zwiedza jednak niższe rejony, zmuszając nas do utrzymywania większego porządku, bo wszystko ją interesuje i może jej służyć do zabawy.

 

 

Wreszcie, po wielu latach, miałam przyjemność przetłumaczyć wspaniałą książkę na „koci” temat (więcej na jej temat w zakładce „Aktualności książkowe”). Mam nadzieję, że nie będzie to ostatnia pozycja w moim dorobku traktująca o tych przesympatycznych stworzeniach.